|
niedziela, 05 kwietnia 2009
Epidemia
Bułgarska wiosna przywitała nas zabójczym wirusem, który od ponad tygodnia sprowadza nas spowrotem na dobrą drogę. Gorączki, kaszle, katery i infekcje wszystkich możliwych części układu oddechowego unimożliwiają całonocne balety, odcinają drogę do przyjemności nocego życia w Tyrnowie, jest grzecznie. Zamiast tego spotykamy się na romantyczne wieczorki przy kaszlu i herbacie. Wirus nie dyskryminuje, atakuje równo wszystkich. Narazie oszczędził tylko Rosję i Portugalię, ale pewnie już nie na długo. W takim tempie niedługo zamkną nas w akademiku żebyśmy wyginęli sami, nie zarażając zacnego Bułgarskiego narodu. Kwarantanna.
niedziela, 15 marca 2009
For Otka4alkite
It was Thuesday. We came to Veliko Tarnovo a day before and we were trying to find our way back home from the University. With a big map, and speaking the language nobody can really understand, we were easily noticed. That's how we met Mishe i Deni, and later thx to them Goce and Bojan. And soon Mishe and Goce left Bulgaria to have fun somewhere else (tough we know it's not the same without us:P) Ok, now: why am I writing this doleful story? :P Mishe strickly demanded that he has a whole chapter dedicated to him on our blog. So here you are Mishe :D We're not going to describe those 2 weeks tough, we're not going to praise you or worship you here (although we know it's what u expect) we're not going to say that it was realy great, and that u welcomed us to Bulgaria in the way we didn't really expect. we're not going to say it was fun with you, and finally we're not going to say that we hope u'll be back for a party in VK soon:) There's something that sums it up better than words:P ![]()
Party TIME!
czyli mały przewodnik jak imprezować w Wielkim Tyrnowie. 1. Uważaj na kelnerki. Są przepiękne ale przebiegłe. Nie oddają reszty, są paniami na salonach, a czasem nawet grzebią klientkom po kieszeniach (jeden przypadek wprawdzie ale można dokonać pewnej generalizacji ku przestrodze niczego nieświadomych turystów). 2. Uważaj na barmanów. Niskie zapłaty zmusząją ich do znalezienia innych źródeł dochodów. Niewyczerpanym źródłem są właśnie cudzoziemcy. Barmani często nie wydają reszty, podbijają ceny nawet gdy cena jest znana klientowi. Ale co zrobić, albo kupisz po jego cenie albo nic nie kupisz. Poskrarżyć też się nie ma komu, bo po prostu pokażą Ci drzwi. 3. Bierz drobne pieniądze - z wyżej wymienionych względów. 4. Nie przychodź do klubu przed 24. Chyba że jesteś amatorem/rką opustoszałych miejsc, ze starą i nigdy nie modną muzyką. W Bułgarii imprezy zaczynają się po 24 i trwają odpowiednio długo - nie można mieć złudzeń, że następnego dnia dotrze się na zajęcia - chyba że prosto z imprezy. 5. Weź taksówkę - jest tania jak barszcz. 6. Uważaj na taksówkarzy - zarabiają grosze więc też próbują się na nas dorobić, zawiozą Cię na około albo powiedzą więcej niż na liczniczku, nie wydają reszty. Chcą rozmawiać. 7. Uważaj na psy. Z jakiś względów psy w Tyrnowie śpią w dzień a żyją w nocy. Z natury są spokojne i niegroźne - odprowadzają zabłąkanych studentów do akademików. Czasem lubią podgryzać. 8. Uważaj na bułgarskie wino.
poniedziałek, 09 marca 2009
8 marca - czyli jak upolowałyśmy i przygotowałyśmy jedzenie dla erazmusowej armii
... oczywiście nie ja i Kasia;), my kierowałysmy sie zasadą "przede wszystkim nie szkodzić, ewentualnie ptrochę pomóc". Tak więc, kierowani pragnieniem pożądnej wyżerki razem z wygłodzonym erazmusowym towarzystwem postanowiliśmy dzień kobiet uczcić wspólnym gotowaniem. Okazało się, że znalezienie lokum zdolnego pomieścić 30 osób nie jest wcale takie trudne, zawsze jest ktoś kto zna kogoś, kto zna kogoś... Tym razem udało się wyśmienicie, mieszkanko koleżanki koleżanki było duże, ładne i wyposażone we wszystko, czego brak w akademikowej dżunglii. Chociaż słodkie pierogi i kapusta z mięsem i grzybami na początku nie budziły zaufania u naszych niepolskich znajomych, ostatecznie, bigos został miłoscią ich życia. Czego niestety o pierogach z serem i cukrem nie można powiedzieć, no cóż, nie wszystkim da się podbić świat...uta Jedliśmy też musakę:D a skutki uboczne polsko-greckiego gotowania możecie obejrzeć: tutaj
czwartek, 05 marca 2009
Wiosna, wiosna, wiosna - ACH to TY!!
Czy to już koniec śniegu, zamieci, minusowych temperatur, niedźwiedzi polarnych i braku prądu? Oby!! Anetka i Kasia raz na wiosennie: tu
![]()
wtorek, 03 marca 2009
"Cztery lewe ręce"...
Kuchenka, patelnia, garnek, czajnik elektryczny, zestaw noży, miseczki, ściereczki, deseczki -wszystko to przywiezione na plecach przez pół Europy do Tyrnowa żeby sobie ułatwić życie, żeby urozmaicić nudną bułgarską kuchnię jakimś tradycyjnym polskim posiłkiem i w końcu żeby trochę zaoszczędzić. Genialny i misterny plan, knuty przez ostatnie kilka miesięcy, okazał się mieć jedną wadę. Żadna z nas nie potrafi gotować. I mamy swoją kuchenkę, patelnię, garnek, czajniczek, zestaw noży, miseczki, ściereczki, deseczki, które z utęsknieniem czekają na chociaż odrobinę zainteresowania, jakiś mały gest, znak, że wiemy o ich istnieniu. Zaczęłyśmy nawet zapraszać sąsiadki i inne Erasmuski, żeby skorzystały z dobrodziejstw techniki i tych, jakże przydatnych akcesoriów. Mają przyjść. Póki co jadamy gdzie popadnie, zawsze w doborowym towarzystwie: zdjęcia Adnotacja dla MAM: Drogie Mamy! Powyższa notka wcale nie powinna Wam zasugerować, że nic nie jemy i przymieramy głodem, wprost przeciwnie - przymierałybyśmy głodem, gdybyśmy miały sobie same gotować! Więc ta informacja powinna Was raczej cieszyć niż smucić :)
piątek, 27 lutego 2009
Baba Marta nabliżawa
... a przypominają o tym dziesiątki straganów rozstawionych wzdłuż głównej ulicy Wielkiego Tyrnowa. Dostojne i dumne ze swych martenic starsze panie (zdarzają się i reprezentanci płci męskiej ale kobiecy pierwiastek zdaję się dominować w tym czerwono białym korowodzie koralików i włóczki), układają prawdziiwe mozaiki z bransoletek i ludzików. Ludzie oglądaja i dotykają tych odpustowych bawidełek, porównują i kupują ich tuziny dla każdego członka rodziny po jednej. My jednak, krytycznym okiem patrząc na cały ten straganowy zgiełk cieszymy się z kawałka włóczki zaplecionego własnoręcznie, a decyzję o kupnie takiego odkładamy z uporem dziecka, które nie chce żeby ominęła je cała zabawa. Święto 1 marca było przyjemnym urozmaiceniem pierwszego spotkania Erazmusów, które niedawno pozwoliło nam zachwycić sie "wiekulturowoscią" przybyszy. Tutaj okazało się, że obecność koloru białego i czerwonego jest związana nie tylko z bułgarskim zwyczajem ale i idealnie podsumowuje liczbę obenych tu Polek (11!), dla uścislenia dodam, że wszystkich obcokrajowców jest dwudziestukilku. Poniekąd, jak w domu... a
biało-czerwona galeryja: tutaj
![]()
środa, 25 lutego 2009
Początek semestru w VT
Okazało się, że łamanie stereotypów jest nie tylko naszym świadomym wyborem ale także chyba powołaniem. W poniedziałek w Tyrnowie rozpoczął się drugi semestr i okazało się, że Erasmuski są, wbrew obiegowym opiniom, najpilniejszymi studentkami na uniwersytecie(!) Zwiałyśmy tylko z jednych zajęć, podczas gdy połowa, a nawet więcej niż połowa studenckiej braci w ogóle się nie pojawiła. Zresztą nic dziwnego. Pomijając warunki w których przychodzi im się uczyć (które w pewien sposób mogłby by być pociągające) to temperatura w salach wykładowych niewiele różni się od tej na zewnątrz. Wszyscy siedzimy z(a)marznięci w kurtkach, szalikach, swetrach z plastmasowymi kubeczkami z cieczą przypominającą kawę w dłoniach. Jedynym względnie odrzanym pomieszczeniem na uniwerku jest kawiarenka, w której stężenie dymu jest dla obcokrajowców zabójcze. Pewną osobliwością owej kawiaranki jest także sprzedaż alkoholu w postaci piwa. I dziwić się, że nie chodzą na zajęcia;) Erasmusowych przywilejem jest także wybieranie przedmiotów, które w naszym przypadku wygląda tak, że pójdziemy na byle co - niech tylko będzie jakkolwiek ciekawe (a zarówno w Łodzi jak i tutaj, nie jest to nic prostego). Tak więc chodzimy sobie na zajęcia i sprawdzamy po ilu minutach zasypiamy. Z kretesem przegrał Pan od Literatury - sam jego głos uśpił mnie po 30 sekundach, narazie w rankingach prowadzi również Pani od Literatury - 45 minut! Zajęcia w Tyrnowie trwają na szczęście tylko godzinę piętnaście. Na szczęście wszędzie towarzyszy nam widaok pięknie ośnieżonego Tyrnowa, w takiej atmosferze jakoś wszystko da sie znieść.. więcej zdjęć: tutaj
piątek, 20 lutego 2009
Moderna priczeska
Jako że skormny erasmusowy budżet nie pozwala na szaleństwa, a o ekstrawagancji typu wizyta u fryzjera możesz z góry zapomnieć, należy w sobie odnaleźć nowe talenta. W trójkę razem z Anetką i Mishą dokonaliśmy małego gwatłu na misternej fryzurze prosto od Pana Maćka zająca. Efekt jest jak następuje: fotorelacja ![]()
|
|